– Czy pan Nansen? – spytał tamten, przyglądając się czarnemu jak sadza łachmaniarzowi.
– Tak, to ja. Na Jowisza! Cieszę się, że pana widzę!
– Odbył pan piękną podróż – powiedział do Nansena – i jestem strasznie szczęśliwy, że jako pierwszy mogę panu pogratulować powrotu.
Wybawcą Nansena był znakomity brytyjski badacz i podróżnik Frederick George Jackson. Poznali się z Nansenem cztery lata wcześniej w Londynie. Jackson przypłynął statkiem Windward na Ziemię Franciszka Józefa i przygotowywał się do własnej próby zdobycia bieguna. Nie szukał Nansena, ale wiedział, że Norweg może być w pobliżu.
Szanse na spotkanie się na tej zagubionej wyspie były nikłe i gdyby brytyjski podróżnik nie pojawił się właśnie w tym momencie, Nansen i Johanson prawdopodobnie by zginęli. Jackson zaprosił obu wędrowców do chaty, w której miał bazę, i tam czekali na Windwarda, wysłanego rok wcześniej po zaopatrzenie do Anglii. Statek zabrał ich do domu.
Latem 1896 r. w Norwegii Nansena i Johansena przyjęto tak, jakby wrócili z ciemnej strony Księżyca. Powitanie bohaterów było tym gorętsze, że po tygodniu nadeszła wspaniała wiadomość, iż Fram pod komendą kapitana Otto Sverdrupa uwolnił się z lodów Arktyki.
Nieważne, że Nansen nie w pełni osiągnął zamierzony cel i nie dotarł na biegun. Był jednak blisko, działał we wspaniałym stylu, w czasach gdy jego rodacy, wciąż pod szwedzkim panowaniem, spragnieni byli prawdziwego bohatera. Chociaż ekspedycja miała dużo szczęścia, fakt, że nie zginął ani jeden jej uczestnik, jest świadectwem umiejętności przewidywania i zdrowej oceny sytuacji przez Nansena.
Poza udowodnieniem teorii o prądzie arktycznym podróżnik dokonał ważnego odkrycia: Arktyka to bardzo głębokie morze pokryte dryfującymi lodami, będącymi w nieustannym ruchu i niemal brak tam lądu. Innymi słowy – Arktyka jest oceanem.
Nansen stał się światową znakomitością, bożyszczem mdlejących dam i idolem tak różnych postaci jak Juliusz Verne i amerykański prezydent William McKinley. Jego imię nosiły sardynki, piosenki, a nawet wódka. Po paru miesiącach po zakończeniu podróży ruszył w długi objazd, składając relację ze swojej odysei i promując najdalszą Północ.
Jedną z wielu ujmujących cech osobowości Nansena była umiejętność wycofania się w porę. Czując, że skończył się czas jego przygód, pozostawił wyścig do biegunów Peary’emu, Scottowi i swemu rodakowi, Amundsenowi (który zresztą pożeglował Framem ku Antarktydzie i uczynił z niego punkt startowy pierwszej udanej wyprawy na biegun południowy). Sam Nansen zajął się oceanografią, meteorologią i dyplomacją. W 1906 r., rok po uniezależnieniu się Norwegii od Szwecji, został ambasadorem swojego kraju w Wielkiej Brytanii. Po śmierci żony Evy u jego boku przewinął się imponujący korowód międzynarodowych piękności. Mianowany wysokim komisarzem Ligi Narodów, pomagał wracać do domu jeńcom wojennym i brał udział w rozwiązywaniu kryzysu uchodźców w Turcji i Rosji Radzieckiej po I wojnie światowej. Ta praca przyniosła mu w 1922 r. Pokojową Nagrodę Nobla.
Eksplorator Północy zmarł na atak serca osiem lat później na balkonie swojego „zamczystego” domu w Lysaker na przedmieściu Oslo. Jego prochy są tam złożone pod zwykłym kamieniem nagrobnym na południowym trawniku. Miał 69 lat. Obecnie w budynku mieści się instytut zajmujący się głównie polityką energetyczną i środowiskiem oraz małe muzeum. W gabinecie Nansena na najwyższym piętrze wieży wciąż można zobaczyć przedmioty z czasu jego wypraw polarnych, na ogół tak, jak je zostawił: wykresy i rozpadające się już mapy, eskimoskie „okulary słoneczne” zrobione z drewna z wyciętymi szczelinami i nieco sparciałą skórę białego niedźwiedzia leżącą na skrzypiącej drewnianej podłodze.
Z gabinetu widać fiord, w którym zwodowano Frama i gdzie teraz spoczywa w swoim grobowcu-muzeum. A jego fotel przy biurku jest zwrócony do okna, w jedynym kierunku, który dr Fridtjof Nansen uznawał: naprzód.

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...

Miesięcznik „National Geographic Polska” i empik Junior zapr...

Wędrując po zatopionym statku od komnaty do komnaty, odkrywc...
Skubana ARKTyka, co...? Prawie jak zdobycie K2 :) Ciekawe jak można odpoczywać w takim zimnie....
Świetny i jeszcze raz naprawdę świetny artykulik. O Nansenie, Amundsenie, Pearym i innych polarnikach mogę czytać bez końca... Pozdrawiam.
Miałem okazję kiedyś utknąć w lodach - trzeba olbrzymiej determinacji, żeby to wytrzymac i do tego na statku z drtewnianym kadłubem. Nansen to dla mnie wzór człowieka dalekiej północy - niesamowity charakter
"Połączenie współczesnego wikinga i człowieka renesansu", po prostu fascynująca postać, jak dla mnie- autorytet.

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Noc była burzowa. Wśród błyskawic i huku piorunów pięcioro p...

Choć serce cierpi na wiele dolegliwości – zastawki bywają ni...

Trudno wyobrazić sobie National Geographic bez wspaniałych f...
Alex (Gael Garcia Bernal) i Nica (Hani Furstenberg), amerykańscy 30-latkowie, to zagorzali backpackersi, wierzący w moc przyg...
Razem z ekipą BBC podążaj śladem dzikich zwierząt mieszkających w różnych zakątkach świata!
20 maja OTOP zaprasza wszystkich do udziału w ustanawianiu historycznego rekordu liczby osób obserwujących ptaki. W Ptasiej M...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.