Zakurzoną drogą codziennie o tej samej porze wielkie stado zmierza do rzeki na toaletę i by ugasić pragnienie. Słoń indyjski jest wprawdzie trochę skromniejszy od afrykańskiego, ale tylko trochę. Najbardziej widoczną różnicę stanowią uszy, które to wachlarze kuzyni z Czarnego Lądu mają o parę rozmiarów większe. Mimo to kilkadziesiąt wielotonowych stworzeń sunących trąba w trąbę i noga w nogę robi mocne wrażenie. Ich siłę czuć w powietrzu. Orszak zamyka olbrzym wśród olbrzymów – czarny tasker. 67-letni matuzalem (azjatyckie słonie w hodowli żyją przeciętnie 40–60 lat), ślepy ze starości, kroczy dostojnie, dźwigając gigantyczne ciosy. To rzadkość, bo zaledwie 5 proc. cejlońskiej słoniowej populacj może pochwalić się tymi przerośniętymi siekaczami, cóż dopiero tak imponującymi. Niesprecyzowane „coś” w tej paradzie wydaje mi się dziwne... Po chwili już wiem – mimo przemieszczającej się obok ogromnej żywej masy nie słyszę tętentu, dudnienia, nie czuję drżenia ziemi. Słonie mają bowiem na stopach miękkie poduszki, stąpają delikatnie i potrafią poruszać się prawie bezszelestnie.
Zaraz potem trafiam na safari do Parku Narodowego Minneriya. Żyjące na wolności słonie pasą się tam w półtorametrowej trawie, nie zwracając uwagi na dżipy pełne turystów, póki te nie próbują najechać im na trąby. Turysta, wiadomo – płaci i wymaga, a szacunek dla pierwotnej przyrody to deficytowy towar. Dzika populacja słoni jest utra- pieniem lankijskich rolników i konflikty z nimi stanowią największe zagrożenie dla tych fascynujących zwierząt. Olbrzymy mają swoje potrzeby, nawet do 200 kg roślinnego pokarmu na dobę, zatem nocna wizyta głodnej rodzinki na polu może oznaczać finansową katastrofę dla jego właściciela. Stąd w pobliżu miejsc występowania dzikich słoni niemal każde poletko wyposażone jest w specjalną ambonę, skleconą z żerdzi lub zlokalizowaną na drzewie, gdzie rolnicy pełnią dyżury, wrzaskiem i światłem przepędzając ciągnące na ich uprawy trąbiaste głodomory. W pamięci zachowam jeszcze jeden obrazek ze słoniowego dnia: droga wiodąca obok rozlewisk, przy której brodzą słonie, niczym, nie przymierzając, krowy. Cejlońska wersja jeleni na rykowisku.
Nie byłem, ale po tym inspirującym artykuliku chętnie...
Piękne jest każde miejsce.... tylko trzeba mieć dużo kasy aby je odwiedzić....
Wszystko w artykule to prawda Sri Lanka potrafi onieśmielić swoją kulturą i mnóstwem zapachów byłem widziałem i polecam wszystkim

Z prądem, ale pod prąd – można powiedzieć o zmaganiach uczes...

Nowe miejsca najlepiej zwiedzać z ich mieszkańcami. Z tym że...

Religijny wymóg, ochrona przed męskim spojrzeniem, a może po...

W połowie drogi między Chinami a Paryżem. Nie tylko na mapie...

Bez herbaty świat byłby uboższy. Bursztynowy napój gasi pragnienie, ożywia umysł, a nawet ma moc… obalania rządów (w końcu „bostońska herbatka” zapoczątkowała walkę o niepodległość Stanów Zjednoczonych). Skąd się bierze magia naparu ze sfermentowanych (bo takie stosujemy najczęściej) liści?

Kilka porad dla odwiedzających Sri Lankę

Wiele tropikalnych wysp zostało nazwanych Edenem. Ale tylko w przypadku jednej podano, jaki dystans dzieli ją od rajskiego ogrodu. Kilka wieków temu legat papieski napisał, że ze Sri Lanki, według miejscowej tradycji, jest 40 mil do raju.
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.