Centrum ponad 600-tysięcznego miasta, ruchliwa ulica prowadząca w stronę Dworca Głównego, wjazd przez żelazną bramę na nierówny, wyłożony starym brukiem poprzemysłowy dziedziniec. Wokół zabudowania dawnego browaru z przełomu XIX/XX wieku - magazyny, budynki z czerwonej cegły, wysoki komin. Pośrodku podwórza rozległa budowla mieszcząca dawniej fermentownię, warzelnię, sprężanię, leżakownię.

Trzeba znaleźć boczne wejście do dawnej leżakowni, pokonać jeszcze tajemnicze, z powodu panującego tu półmroku, korytarze, aby znaleźć się w dużych, wysokich, pozbawionych okien halach. To tutaj piwo przelane z kadzi do beczek dojrzewało podczas procesu leżakowania.
Ale nie z powodu dobrego wrocławskiego piwa tutaj dotarliśmy. Przebycie opisanej drogi wystarczyło, aby w listopadowy piątek i sobotę z centrum Wrocławia przejść na drugą stronę lustra. W świecie po drugiej stronie lustra wszystko jest możliwe. Można zobaczyć spontaniczny, odtańczony na parkingu, zmysłowy taniec  tureckich kierowców ciężarówek, a po chwili razem z 1,5 rocznym malcem siedzącym na tronie- nocniku przyglądać się krajobrazom Omanu lub wysłuchać przejmującej historii mieszkanki Sri Lanki, której córka porwana została do lasu, aby stać się „prawdziwym żołnierzem”.

W ciągu dwóch dni tegorocznej edycji Wrocławskiego Festiwalu Podróży w halach dawnego Browaru Mieszczańskiego widzowie mogli odbyć podróż w dowolne miejsce na Ziemi.

Pierwszy dzień Festiwalu to Akademia Mistrzów Podróży, w ramach której odbywają się próby zarażenia najmłodszych i nieco starszych przyszłych podróżników bakcylem poznawania świata. Oprócz tego praktyczne rady, jak fotografować w podróży, z których najważniejsza, powtórzona za Kapuścińskim, brzmiała: NIE SPIESZ SIĘ. Gdy się spieszysz: nie widzisz, nie myślisz i nie czujesz. Żeby zrobić dobre zdjęcie, musisz się po prostu zatrzymać.
Tego dnia odbyliśmy tez podróż „na opak”. Grupa podróżników zaprosiła dwójkę Papuasów z jednej z wiosek z Papui Nowej Gwinei, żeby zobaczyli „NASZ ŚWIAT”. Trudno jest orzec, co na kim zrobiło większe wrażenie. Czy na Polakach: widok papuaskich mężczyzn biegających w swoich długich kotekach zasłaniających przyrodzenie, czy na Scorpio i Yulianie pierwszy raz w życiu widziany wirujący bęben automatycznej pralki?

Drugi dzień Festiwalu pomyślany został jako konkurs na najciekawszą relację z podróży. Warunek był jeden, trzeba osobiście na żywo opowiedzieć przed zgromadzoną publicznością w ciągu czterdziestu minut o tym, co się przeżyło, widziało, doznało w czasie wyprawy trwającej często kilka tygodni, kilka miesięcy, półtora roku. Wydaje się to niemożliwe, a jednak wraz z uczestnikami konkursu przenosiliśmy się w egzotyczne miejsca, my wszyscy, którzy marzą o podróżach, którzy planują dalekie wyprawy, którzy tylko chcą posłuchać, bo z różnych powodów nigdzie dalej niż do naszych sąsiadów za miedzą się nie wybiorą. Tak jak powody, dla których wyrusza się w świat, tak relacje były całkowicie różne.
Relacja z wyprawy pięciu studentów starym wysłużonym dużym fiatem na Syberię, podczas której najbardziej „gorączkował” duży fiat, zamieniła się w dowcipną instrukcję, co zrobić, by nasz przyjaciel fiat przeżył, jak się z nim zaprzyjaźnić i gdzie dla niego szukać doktora. Jak z denka od konserwy zrobić zamknięcie do wlewu oleju oraz jak jechać dalej, gdy się nie ma kluczyków, nie działają żadne światła i nie można zamknąć drzwi od samochodu. Zaraz potem podróżowaliśmy z młodym małżeństwem i ich półtorarocznym synkiem po omańskich ziemiach sułtana, do kraju pachnących ludzi, gdzie ze względu na zakazy religijne nie można perfumować ciała, ale można perfumować odzież, i to bardzo obficie. Już po chwili przenosiliśmy się w trwającą 523 dni podróż przez Azję, aby poznać setki miejsc, krajobrazów i tysiące ludzi, w tym kilku z ponad 800 kierowców, którzy „podwieźli” naszych podróżników.

Po drugiej stronie lustra nie zabrakło też dzieci, mali podróżnicy zwiedzali Zanzibar. Po odśpiewaniu afrykańskich piosenek usłyszeliśmy, że podróżowanie z dziećmi nie tylko jest możliwe, ale sprawia, że świat oglądamy inaczej: zadajemy więcej pytań i zauważamy to, co dla dorosłego jest najczęściej niezauważalne.

Zwycięzcą tegorocznego konkursu został Grzegorz Lityński, który pokazał nam relację- reportaż z pobytu na Sri Lance. Doskonałe zdjęcia i poruszające historie mówiły o bezradności pojedynczego człowieka w walce z żywiołem, z sytuacją materialną, z uwarunkowaniami politycznymi. Usłyszeliśmy o marzeniach biednego rikszarza, który pogodzony z obecną sytuacją, chciałby już nie w tym, ale przynajmniej w przyszłym życiu mieć własną rikszę, o tragedii rybaka, który podczas uderzenia tsunami stracił nie tylko dom, ale też sześcioro dzieci; on się uratował, nie było go wtedy w domu.

Dopełnieniem dnia były filmy o tematyce górskiej w ramach Zamiejscowej Delegatury Festiwalu Filmów Górskich w Lądku Zdroju oraz spotkanie z gościem festiwalu Jasiem Melą. „Nieustraszony zdobywca dwóch biegunów” zaskoczył niemal wszystkich. Nie opowiadał bowiem o swoich osiągnięciach, zdobyczach, spektakularnych geograficznych podbojach. Gdy za plecami gościa na ekranie pojawiały się obrazy z wyprawy z Markiem Kamińskim na oba bieguny oraz tegorocznej wyprawy osób niepełnosprawnych na Kilimandżaro, Jaś Mela mówił o sobie. O tym, że w życiu, które jest nieustającą podróżą, najważniejsze są spotkania z drugim człowiekiem, bo to one dają nam możliwość spojrzenia na świat inaczej; to drugi człowiek, gdy się nad nami pochyli w momencie upadku, jest w stanie sprawić, abyśmy się chcieli podnieść i iść dalej.
    
Tegorocznemu Festiwalowi towarzyszył niezwykły klimat miejsca. Budująca była też atmosfera. Nad przygotowaniem Festiwalu, dysponując niewielkim budżetem, pracowały tylko dwie osoby: Marcin Załucki i Marta Miniewicz, ale przy realizacji samej imprezy pomogły rzesze przyjaciół i sympatyków.
Zwycięzca tegorocznego festiwalu w nagrodę będzie mógł polecieć w miejsce, które sam sobie wybierze. Dla prawdziwego podróżnika to spełnienie marzeń.
A my już za rok możemy odbyć wiele zaskakujących podróży podczas kolejnej odsłony Wrocławskiego Festiwalu Podróży 2010.

Wrocławski Festiwal Podróży 2009 odbył się w dniach 6-7 listopada 2009 w Browarze Mieszczańskim we Wrocławiu. Zorganizowany został przez Stowarzyszenie Wrocławskich Podróżników TUITAM. Pomysłodawcą Festiwalu i osobą realizującą swe pomysły podczas Festiwalu jest Marcin Załucki, któremu pomagała w tym, by impreza się odbyła Marta Miniewicz.
Zwycięzcą tegorocznej edycji został Grzegorz Lityński z prezentacją: Sri Lanka – podróż w głąb zranionych serc.
Sponsor nagrody głównej: Polskie Biuro Podróży Primapol

Tekst: Marta Miniewicz