Zdjęcie wychudzonego białego misia, dryfującego na topniejącej krze lodowej stało się symbolem ofiary ocieplania klimatu.

Na konferencji w Norwegii, w Tromso, biolodzy i politycy z Norwegii, Danii/Grenlandii, USA, Kanady i Rosji, czyli pięciu sąsiadujących ze sobą krajów Arktyki, dyskutowali o przyszłości tego największego obok kodiaka, żyjącego na lądzie drapieżnika. Istnieją trudności w oszacowaniu liczebności gatunku, gdyż po pierwsze przemieszczają się one na dużych odległościach i nie mają swoich stałych rewirów, a po drugie brak jest danych ze wschodniej części Arktyki, należącej do Rosji oraz ze wschodniej Grenlandii – terenów trudno dostępnych. Wiarygodne dane podają maksymalnie 25 tysięcy niedźwiedzi polarnych, żyjących na obszarze bieguna północnego w 19 populacjach, przy czym 60 procent z nich w granicach administracyjnych Kanady. Z danych porównawczych z terenów nad Morzem Beauforta na północ od Alaski i z terenów nad Zatoką Hudsona w Kanadzie wynika, że liczba niedźwiedzi znacznie się zmniejszyła, nawet o 22 procent. Ale też właśnie tam w drastycznym tempie topnieją lody. Natomiast istnieją tereny np. na archipelagu Spitsbergen czy w okolicach Cieśniny Davisa między Grenlandią a kanadyjską Ziemią Baffina, gdzie liczebność populacji białego misia rośnie. Generalnie im dalej na północ, tym lepsze warunki i dlatego obserwuje się migrację niedźwiedzi w tamtym kierunku – na morzach tamtych terenów jest jeszcze wystarczająco dużo lodu. Badacze prognozują, że w 2050 roku, jeśli nie podejmie się żadnych globalnych działań, zmniejszy się ilość misi o 2/3 i będą zauważalne jedynie na skrajnej północy Arktyki, być może na Grenlandii lub kanadyjskiej Ziemi Ellesmere`a. Tekst: Agnieszka Budo