Jako autor książeczki o polowaniach jestem często zapraszany do udziału w różnych manifestacjach.Jakiś czas temu zaproszono mnie na protest przeciwko corridzie.

Protest był bardzo malowniczy. Na chodniku przed ambasadą Królestwa Hiszpanii ułożyło się sześcioro młodych ludzi - bo tyle byków jest zabijanych podczas każdej corridy. Młodzi ludzie byli tylko w bieliźnie, na plecach mieli przyklejone piki, i ociekali czerwoną farbą. Wokół zgromadziło się trochę gapiów, błyskały flesze, przechodniom rozdawano ulotki. Wziąłem dwie. Włożyłem do kieszeni. W domu rzuciłem na półkę. Nikt z budynku ambasady nie wyszedł do nas, nie raczył zapytać o co nam chodzi. Napisałem potem do ambasady Hiszpanii list z protestem przeciwko temu barbarzyńskiemu zwyczajowi jakim jest corrida. Że to ohydna tradycja, tchórzliwe mordowanie bogu ducha winnego zwierzęcia i że jestem przeciw.
I zapomniałem o całej sprawie. W jakiś czas potem porządkowałem szpargały, notatki, dokumenty, i wpadły mi w ręce te ulotki. Ulotki jak ulotki - któżby je czytał. Ale tym razem przeczytałem. I zebrało mi się na wymioty. Oto kilka fragmentów:
Przygotowanie byka do corridy. Jako że byk jest zwierzęciem bardzo silnym, należy stłumić jego siłę. Z tego powodu po dokonanej selekcji byka wprowadza się go do przyczepy, której podłoga pochylona jest do przodu. Powoduje to dodatkowe wycieńczenie byka w trakcie transportu. Oraz wywołuje skurcze w jego kończynach. W takich warunkach byk przewożony jest przez setki kilometrów na areny w całym kraju, na których czeka go śmierć. Dodatkowo podcina mu się racice i nogi, oraz naciera się je rozpuszczalnikiem. Ból ma wycieńczyć zwierzę. Smaruje mu się oczy wazeliną, aby osłabić wzrok. Jego uszy wypełnia się mokrymi gazetami, by zaburzyć zmysł równowagi i orientację.” Ulotki były przygotowane przez organizację zajmującą się badaniem i dokumentowaniem tego co dzieje się „na zapleczu” corridy. Oto kolejny fragment:
Główną bronią byka jest wierzganie. W celu osłabienia tego instynktu bije się zwierzę po nerkach workami wypełnionymi piaskiem. Do jego nozdrzy i gardła wpycha się szmaty lub watę, aby utrudnić oddychanie. Byk jest głodzony i trzymany bez wody przez parę dni poprzedzających corridę. Otrzymuje środki pobudzające lub uspokajające, podaje się również leki przeczyszczające mające spowodować odwodnienie. Jeżeli jest zanadto wycieńczony, nakłuwa mu się jądra szpilkami, aby szalał z bólu. Przed „walką” zamyka się go w ciemności. W momencie wyjścia na arenę oszałamia go światło i wrzeszcząca publiczność.” I jeszcze jeden fragment, jeżeli mogą Państwo to wytrzymać:
Aby byk wyszedł na arenę efektownie, z impetem, tuż przed wyjściem wbija mu się w plecy niewielki sztylet.” Z trudem dobrnąłem do końca ulotki. Zawsze budziły we mnie odrazę wszelkie formy znęcania się, wszelkie odmiany mordu rytualnego ku uciesze gawiedzi, jakimi są przymusowe, wymuszone przez ludzi, walki zwierząt. Zawsze byłem przeciwny „walce” byka z torreadorem, ale nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak dalece ta walka jest „ustawiona”, co dzieje się za kulisami, i z jakim okrucieństwem ludzie (ludzie?) obchodzą się z ofiarą jeszcze przed rozpoczęciem ohydnego widowiska. Barbarzyński zwyczaj? Za słabe określenie. Okrucieństwo podniesione do rangi „sztuki”? W pewnym sensie. Trzeba naprawdę być mistrzem okrucieństwa, żeby opracować te wszystkie sposoby osłabiania zwierzęcia. Nie będę cytował dalszego ciągu ulotki. Dowiedziałem się z niej jeszcze, że ubocznymi ofiarami corridy są konie - rzadko przeżywają więcej niż trzy „przedstawienia”. I że bezpośrednią przyczyną śmierci byka jest uduszenie przez krew, która zalewa mu nozdrza i jamę ustną. Dowiedziałem się też rzeczy kuriozalnej - że, wbrew temu co można by sądzić, 93% ludności Hiszpanii nie interesuje się corridą, a cykliczność walk udaje się utrzymać dzięki wpływom z turystyki oraz... dotacjom z Unii Europejskiej! Dotacje płyną pod hasłem "utrzymywanie regionalnych tradycji". Korzystają z nich hodowcy oraz właściciele terenów, na których byki są hodowane.
Pamiętacie państwo Byczka Fernando? Byczek ten nie przejawiał zapału do walki i wolał skubać kwiatki - stokrotki i bławatki. Nawiasem mówiąc jego twórca, amerykański pisarz Munro Leaf, podzieliłby zapewne los mordowanych ludzi i zwierząt, gdyby w latach trzydziestych lub w okresie drugiej wojny światowej pojawił się w nazistowskich Niemczech, tam bowiem jego książkę palono - jako propagandę pacyfistyczną. Hitlerowcy bowiem byli pasjonatami wszystkiego, co w ich zboczonych umysłach symbolizowało wyższość rasy panów nad zwierzętami i „podludźmi”. Takim symbolem „wyższości” była też dla nich corrida. Byczek Fernando to piękna bajka, mająca uczulić nas na cierpienie. Jednak w prawdziwym świecie ludzie oduczyliby byczka Fernando pacyfizmu. Na przykład wbijając mu szpilki w jądra.

tekst: Tomasz Matkowski