Skania to niezwykły region Szwecji, gdzie bogata i wciąż żywa historia przeplata się nowoczesnością i postępem. Warto obudzić w sobie żądzę odkrywania typową dla wikingów i odwiedzić tę krainę, zwłaszcza, że to region Szwecji najbliżej położony Polski.

W królestwie Bluetootha             

Nie przeczę, że nazwa Skania kojarzy się większości osób przede wszystkim z marką samochodu. Ten wytrzymały na skandynawskie warunki pojazd zawdzięcza swą nazwę regionowi Szwecji, właśnie Skanii, gdzie firma ma swoją siedzibę.  Bogata Skåne (Skania po szwedzku), czyli najdalej na południe wysunięty region kraju, od zawsze stanowiła atrakcyjne miejsce do wygodnego życia, a jej wybrzeża były idealną bazą wypadową dla wypraw wikingów - zarówno rybackich, jak i łupieżczych.

Nie jestem bynajmniej odosobniony w swej fascynacji tym ludem północy. Jim Kardach, mieszkaniec Skanii i wynalazca, zafascynowany pierwszym królem wikingów Haraldem Sinozębym - Bluetooth, to na jego cześć tak nazwał tę technologię przesyłu danych, z charakterystycznym logo zawierającym inicjał króla w zapisie runicznym. Dawno temu Skanią rządzili wikingowie… Latem wyprawiali się na długie wyprawy, a zimą, no właśnie, co zimą robili wikingowie?

Odwiedziny w zimowych leżach wikingów

Odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie postanowiłem szukać u źródła, co jest tym łatwiejsze, bo Skania leży dokładnie naprzeciwko polskiego wybrzeża Bałtyku i wszystkie pływające tam promy zawiozą nas na ląd wikingów. Natomiast tylko jedna linia promowa łączy Świnoujście bezpośrednio z miejscem, gdzie historia i kultura bitnego ludu trwa do dziś. Zatem wiedziony ciekawością i .. wygodą, wybrałem się właśnie  promem TT Line, by trafić wprost do zimowego Trelleborga.

 Wybór drogi morskiej był od początku oczywisty, gdyż stanowi  przedsmak wikińskiej przygody, jednak w o niebo lepszych warunkach. Jednocześnie wiedziałem, że zarówno w  Skanii, jak i na terenie Danii można się natknąć na ocalałe ślady fortyfikacji wikingów - potężnych budowli zwanych „trelleborgami”, czyli w dosłownym znaczeniu „okrągły fort”: trelle (okrąg) – borg (twierdza). Zostały one zbudowane za czasów króla Haralda, który dążył do zjednoczenia i schrystianizowana swego królestwa.

Pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku dokonano pierwszego odkrycia pozostałości takiej twierdzy  w Skanii. Pracujący na miejscu archeolodzy stwierdzili, że fortyfikacja stanowi okrąg o średnicy około 140 metrów! Osada ta mieściła się blisko rzeki, która ułatwiała dostęp do morza. Jednocześnie leżała na skrzyżowaniu ruchliwych dróg, które umożliwiały import i eksport surowców. Jedna czwarta twierdzy wikingów którą możemy zwiedzać dziś, to zrekonstruowany w 1995 roku potężny drewniany fort, ulokowany wśród zwykłych piętrowych domów.

 Kontrast jest rzeczywiście uderzający, zwłaszcza jeśli latem zdarzy nam się uczestniczyć w bitwie wikingów… między blokami. W trelleborskim muzeum na wystawie “Oko w oko” można spotkać najbardziej znanego mieszkańca osady – liczącego ponad 1000 lat wikinga z inskrypcjami wyrytymi na przednich zębach, którego szczątki znalezionego nieopodal fortecy. Nie jest to nic szczególnego, gdyż w muzeum znajdują się szkielety ludzkie dużo starsze niż z epoki średniowiecza, najstarszy eksponat ma 7000 lat.

Natomiast mit o zaniedbanych i zarośniętych dzikich ludach Północy można włożyć między bajki. Przedmioty codziennego użytku, narzędzie służące Wikingom do czyszczenia uszu, grzebienie do czyszczenia brody i oddzielne do włosów wskazują wyraźnie na ich zamiłowanie do higieny.

Nie poprzestałem jednak na muzeum i w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie „co wikingowie robią zimą”, poszedłem do wnętrza twierdzy, gdzie w drewnianym domostwie spotkałem Lindę. Kobieta powiedziała, że z całej osady wikingów została tylko ona, ponieważ mężczyźni udali się na wyprawy, z których powrócą dopiero na wiosnę. Bardzo mnie tym zaskoczyła. Postanowiłem zatem spędzić kilka godzin w twierdzy, by jednak zaspokoić swoją ciekawość obyczajów tego bitnego ludu.  Szybko nauczyłem się rozpalać ogień krzesiwem i robić przędzę z owczej wełny. Ba, udało mi się również wygrać z Lindą jedną partię Hnefatafl – strategicznej gry planszowej wikingów. Obiecałem sobie, że koniecznie muszę wrócić tu latem, by wziąć udział w normalnym życiu twierdzy, nająć się do budowy statku,  a może nawet wziąć w regularnej bitwie.

W Skanii kamienie mówią…

Latem podróż po Skanii śladami wikingów rozpocząłem jednak od wschodniego wybrzeża. Midsommar - magiczny czas święta światła to moment, w którym każdy co żyw spieszy by uczestniczyć we wspólnych zabawach na świeżym powietrzu, chcąc przepędzić na zawsze zimowe mroki. Oglądanie trzymających się za ręce, śpiewających i tańczących wokół ukwieconego słupa mieszkańców najbardziej zaawansowanego technologicznie regionu Europy, stanowi bardzo wyzwalające odczucie.

 Poza tym zależało mi, by w Midsommar dotrzeć do astronomicznego zegara, tajemniczego „szwedzkiego Stonehenge” w Ales Stenar. Ten największy w Szwecji zespół kamiennych obelisków położony jest w pobliżu Ystad, i do dziś trudno rozstrzygnąć, co budowniczy miał na myśli. Dokładnie 59 wbitych w ziemię,  ważących 3-4 tony bloków skalnych tworzy obrys łodzi, której kadłub ma 67 metrów długości i 19 metrów szerokości. Co chcieli przekazać nam mieszkańcy Skanii tworząc ów monument ponad 1500 lat temu, trudno dziś powiedzieć.

 Najwięcej zwolenników ma teoria upatrująca w Ales Stenar rodzaj grobowca, czy też kurhan - oznaczenie miejsca pochówku. Fascynację kamieniami daje się odczuć w Skanii szczególnie mocno. W Szwecji znajduje się największa na świecie ilość kamieni z zapisem runicznym, przy czym w samej  Skanii jest ich ponad dwa i pół tysiąca. Stanowią one ciągle żywy i poruszający wyobraźnię znak czasów i braterstwa. Kiedy któryś z mężnych wojowników umierał poza swoim terytorium, jego druhowie, by uhonorować ciało, stawiali na miejscu pochówku ogromny kamień opisując runami dzieje swego zmarłego towarzysza.

Dwa z tych kamieni zwane  „Simris Runestones” pochodzące z jedenastego wieku obejrzałem po drodze z Ystad do Trelleborga.  Zostały one odkryte w murach kościoła w Simris leżącego na południe od Simrishamn dopiero w  1716, podczas renowacji budynku. A są niemałe, bo mierzą ponad 1,7 m wysokości.  Zostały wykonane w stylu  Urnes, czyli mają  czarną inskrypcją runiczną, plecionkę oraz ryt ze smokami lub wężami o oczach w kształcie migdała. Jeden z kamieni znaleziony w murach kościoła w Simris uchodzi za najstarsze świadectwo pisemne Skandynawii, które wzmiankuje Szwecję.  Głosi mianowicie, iż został wzniesiony przez Bjôrngeirra, by upamiętnić swego brata Hrafna (Kruka), który służył księciu Gunnulfr w Szwecji. Dotknąłem dłonią plecionki i runów misternie wykutych ponad dziesięć wieków temu przez Mistrza Kamieni Runicznych. Smok poruszył ogonem… poczułem, że mówią wieki.

Tekst: Cezary Szproch