Po 120 dniach wyczerpującej akcji górskiej Joanna Lipowczan i Bartosz Malinowski szczęśliwie dotarli na metę. W sumie pokonali 1700 km w trudnym himalajskim terenie.

Ekspedycja wystartowała 31 sierpnia 2015. Po dokonaniu niezbędnych formalności i odebraniu specjalnych zezwoleń ekipa przedostała się w rejon ośmiotysięcznika Kanczendzonga, gdzie 5 września rozpoczęła się zasadnicza część wyprawy. Zespół działał samodzielnie, bez wsparcia przewodników, tragarzy i kucharzy.
 

Przed siebie!

Pierwsze 45 dni wyprawy były wyjątkowo trudne ze względu na niezwykle obfite opady deszczu, wagę plecaków przekraczającą 35 kg oraz setki pijawek, które wyjątkowo uprzykrzały życie podróżnikom. Po przedarciu się przez gęstą dżunglę w rejonach Kanczendzongi Joanna i Bartosz kontynuowali drogę przez trudny technicznie rejon Makalu.

W drugiej połowie października dotarli do popularnego wśród turystów regionu Solo-Khumbu i okolic Everestu. W listopadzie pokonali niebezpieczne przełęcze w rejonie Rolwaling, trasę wokół ośmiotysięcznika Manaslu oraz legendarny szlak wokół Annapurny.

W grudniu trasa prowadziła przez daleki zachód Himalajów tj. regiony Dolpo, Rarę i Humlę, gdzie wędrówkę utrudniały bardzo niskie temperatury, do -30 st.C, huraganowe wiatry dodatkowo potęgujące zimno oraz brak wody. Wyjątkowo sroga zima w Himalajach oraz spodziewane duże opady śniegu zmusiły podróżników do zweryfikowania trasy i obrania drogi alternatywnej.

W pierwszych dniach stycznia 2016, po 120 dniach marszu, wyczerpany zespół dotarł do wioski Simikot, gdzie zakończył wyprawę i po kilku dniach przedostał się do stolicy Nepalu.
 

Wielki Szlak Himalajski

Liczący około 1700 km Wielki Szlak Himalajski uważany jest za jeden z najtrudniejszych i najwyżej położonych szlaków górskich na świecie. W najwyższym punkcie trasy przełęcze przekraczają wysokość 6000 m n.p.m. i pokonanie ich wymaga odpowiedniej aklimatyzacji oraz przygotowania technicznego.

Przełęcze nie są ubezpieczone linami, co powoduje konieczność transportu odpowiedniej ilości sprzętu asekuracyjnego. Droga jest w wielu miejscach trudna orientacyjnie, wymaga nieustannej nawigacji i pracy z mapą i kompasem.

Szlak poza popularnymi wśród turystów regionami tj. np.: rejon Everestu czy Annapurny nie jest oznakowany. Na niektórych odcinkach nie ma żadnej infrastruktury turystycznej, co powoduje konieczność transportowania odpowiedniej ilości żywności, gazu oraz ekwipunku górskiego. Wędrujący tym szlakiem są zdani sami na siebie.
 

Gratulacje!

Jest to pierwsze polskie przejście tej długiej i trudnej trasy. Obecnie Joanna i Bartosz szykują się do drogi powrotnej do Polski. Na warszawskie lotnisko powinni dotrzeć w sobotę 9 stycznia ok. 9:00 rano.