Wanda Rutkiewicz

25 marzec 2009
Wanda RutkiewiczZdjęcie: shutterstock.com

W obozie IV gaz i żywność się skończyły. W tej sytuacji Carlos Carsolio i Wanda Rutkiewicz 12 maja 1992 r. w nocy wyruszyli w kierunku szczytu Kanczendzangi trzeciej pod względem wysokości góry świata, o której mówi się, że nie lubi kobiet.

Pogoda była dobra, ale głęboki śnieg utrudniał marsz osłabionej Wandzie, która nie nadążała za Carlosem Carsoliem. Po 12 godzinach wspinaczki, około 17.00, Carlos zdobył szczyt. Schodząc w dół, trzy godziny później natknął się na Wandę Rutkiewicz na wysokości ok. 8 300 m, gdzie przygotowywała się do biwaku. Było bardzo zimno, wiał silny wiatr. Alpinistka miała tylko goreteksową płachtę, zapasowe rękawiczki, gogle i czapkę. Mimo ogromnego zmęczenia nie chciała wracać do obozu IV. Postanowiła zdobyć Kanczendzongę i nic innego się dla niej nie liczyło. Została sama. Następnego dnia, 13 maja, pogoda zaczęła się psuć. Około 11.00 przyszło załamanie – burze śnieżne i mgły. Mijały minuty, godziny i dni, a Wanda nie wracała. W bazie żywiono nadzieję, że zdołała zejść na stronę Tybetu. Tak się jednak nie stało. 25 maja 1992 r. agencja Reutera podała informację o zaginięciu najlepszej polskiej alpinistki, pierwszej kobiety, która stanęła na K2. W 1990 r. Wanda miała 47 lat i w górach nie poruszała się już tak szybko jak dawniej. Co gorsza, coraz mniej ludzi chciało się z nią wspinać. Kilka lat wcześniej, w 1984 r., podczas wyprawy na Nanga Parbat Krystyna Palmowska dostrzegła, że koleżanka zapomina o swoich ograniczeniach – wieku, nieustannym bólu pechowo złamanej niegdyś nogi i problemach finansowych. – Nie była już tak dobra jak wcześniej (...) – wspomina Krystyna. Miała natomiast jeszcze większą determinację. Nie mogłyśmy się zrozumieć ani zgodzić. Próbowałyśmy jej wyjaśnić, że nie można tak dalej, ale nie chciała nas słuchać. Jak twierdzą niektórzy znajomi, największym problemem Wandy była jej silna osobowość. Potrafiła jedynie rywalizować. Nawiązywanie głębokich przyjaźni przychodziło jej z trudem. Rok 1990 przyniósł szalenie ambitny, ale też kontrowersyjny projekt pt. Karawana do marzeń. Alpinistka postawiła na szali swoje życie. Prasa rozpisywała się, że Wanda Rutkiewicz zostanie pierwszą kobietą, która zdobędzie wszystkie 14 ośmiotysięczników świata. Projekt przewidywał wejście na brakujące jej do Korony Himalajów osiem szczytów w ciągu półtora roku.

Mówiono, że ten plan jest niemożliwy do zrealizowania. Nawet najlepiej przygotowani alpiniści potrzebują czterech-sześciu miesięcy na odzyskanie pełni sił po przekroczeniu granicy 8 000 m. Większość wejść w Himalajach wymaga minimum sześciu tygodni aklimatyzacji, nie mówiąc już o pogodzie, która może popsuć szyki każdej wyprawie. Ona jednak zdawała się tym nie przejmować.

Pod koniec 1991 r. stanęła na Cho Oyu (8 201 m) i Annapurnie (8 091 m). Czas uciekał – do wyznaczonego terminu pozostało jej zaledwie kilka miesięcy. Co gorsza, zdobycie Annapurny niektórzy zaczęli podawać w wątpliwość. Od początku wyprawy na tę górę wszystko sprzysięgło się przeciw niej. W połowie drogi na szczyt spadające kamienie zraniły ją w nogę i Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy, nakazał jej zejście. Odmówiła. Pięła się dalej samotnie i bardzo wolno, walcząc z bólem i górą, aż w końcu ją zdobyła. W kraju zamiast gratulacji czekał na nią skandal. Polski Związek Alpinizmu wszczął śledztwo w sprawie tego wejścia. Wprawdzie po kilku dniach uznano jej rację, ale niesmak pozostał. – Wanda, uznaliśmy, że weszłaś, ale ja ci, k..., nie wierzę – oznajmił Krzysztof Wielicki. Reinhold Messner bronił jej jednak: Gdy pisałem książkę o Annapurnie, umieściłem w niej Wandę bez wahania, jako jedną ze zdobywczyń. Nie mam cienia wątpliwości, że tego dokonała – mówił.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2012-05-06 07:45

    jak tam w niebie pani w.

  • Do moderacji
    2010-05-27 06:17

    Dzień dobry. Pisałem krótko o tym na forum w tym roku ( tego samego dnia w którym zginęła). Nie natknąłem się wcześniej na ten, umieszczony przeszło rok temu, materiał. Tym chętniej zapoznałem się z nim teraz

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-03-14 15:56

    Pewnie zginęła na tej górze...........Niech spoczywa w pokoju!

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-10-10 21:25

    Była bardzo blisko Boga patrzyła wysoko wysoko ... Teraz patrzy z góry ... Niech Ją Bóg błogosławi.

Aktualności

Blogi NG

Sklep poleca

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się