19 września 2000 r. w Muzeum Narodowym w Poznaniu zauważono, że z sali impresjonistów skradziony został obraz pędzla Claude’a Moneta pt. „Plaża w Pourville”. Strata była ogromna, bowiem żadne polskie muzeum nie było w posiadaniu innego dzieła tegoż znakomitego przecież artysty.

Okazało się również, że pracownicy muzeum zauważyli zniknięcie tak cennego obrazu z pewnym opóźnieniem, bo dopiero przed samym zamknięciem placówki. Jak było to możliwe? Cała sprawa przypominała nieco aferę w filmowym stylu Thomasa Crowna. Ktoś niepostrzeżenie wyciął z ram oryginalne płótno, przedstawiające nadmorski pejzaż, i wstawił w to miejsce doskonałą kopię. Dokonał tego w biały dzień, czyli w trakcie zwiedzania muzealnych sal przez całe rzesze miłośników sztuki. Śledztwo trwało, a prowadzący dochodzenie policjanci mieli kilka wersji wydarzeń. Jedna z nich dotyczyła tajemniczego malarza, który na dwa dni przed kradzieżą obrazu robił szkice w muzeum, i, jak się później okazało, podał pracownikom tej placówki fałszywe dane personalne. Lata mijały a dzieło Moneta zniknęło jak sen złoty.  Sprawa kradzieży obrazu rozwiązana została dopiero teraz, po dziewięciu latach. Zaginione płótno odnaleziono zaledwie parę dni temu, 12 stycznia br. w Olkuszu, w województwie małopolskim. Policja zatrzymała wreszcie mężczyznę, który przez wszystkie te lata był w posiadaniu „Plaży w Pourville” pędzla Moneta, przechowując obraz w szafie.

Tekst: Agnieszka Budo