Budząca kontrowersje świątynia Tiger Temple traci swoje tygrysy. Po niedawnym nalocie służb na to miejsce wyszły na jaw straszliwe rzeczy, które robiono zwierzętom na jej terenie.

W tym tygodniu 137 tygrysów opuści teren tajlandzkiej Świątyni Tygrysów. Możliwe, że klasztorowi uda się niektóre odkupić. 
 

Ten klasztor i zarazem popularna atrakcja turystyczna od 15 lat jest obiektem zarzutów znęcania się nad zwierzętami i nielegalnego handlu. W zeszłym tygodniu władze Tajlandii dokonały nalotu w celu przejęcia wszystkich 137 tygrysów trzymanych na terenie świątyni znajdującej się trzy godziny jazdy na  północny zachód od Bangkoku. 
 

Ta turystyczna atrakcja zyskała międzynarodową sławę jako miejsce, gdzie odwiedzający mogą dotykać, karmić, kąpać i wyprowadzać na smyczy dzikie koty, a przy okazji robić też sobie zdjęcia. To prawdziwa kopalnia złota dla klasztoru oficjalnie znanego jako Wat Pa Luangta Bua Yannasampanno, którego roczne dochody szacowane są na trzy miliony dolarów. 
 

Jednak organizacje zajmujące się ochroną środowiska i byli pracownicy świątyni od dawna oskarżają mnichów o trzymanie kotów w ciasnych klatkach, nieodpowiednie karmienie i fizyczne znęcanie się nad zwierzętami. Krytycy zarzucają też mnichom handel zagrożonymi gatunkami i naruszanie tajlandzkich praw dotyczących ochrony dzikiej przyrody oraz przepisów w ramach umowy międzynarodowej. 
 

Mnisi ze świątyni odpierają zarzuty dotyczące opieki nad tygrysami, twierdzą, że nie robią nic złego. 
 

W ostatnich miesiącach krytykowanie świątyni przybrało na sile po tym, jak wyszły na jaw nowe zarzuty znęcania się - a wśród nich raport National Geographic, w którym osoba z wewnątrz twierdziła jakoby trzy tygrysy miały zostać zabite. 
 

W zeszły poniedziałek tajlandzki Departament Parków Narodowych, Dzikiej Przyrody i Ochrony Roślin zaczął odbijać tygrysy - w operacji, w której uczestniczyło około 500 osób. W środę, po tym jak przedstawiciele rządu spacyfikowali i zabrali sześć tygrysów, które chodziły po kompleksie kuchennym na terenie świątyni, postanowili zbadać trop przekazany im przez wolontariusza ze świątyni. Dokonali niewiarygodnego odkrycia. Wewnątrz dużej lodówki przemysłowej znaleźli ciała 40 zamrożonych tygrysiątek, liczących od jednego do siedmiu dni życia. Adisorn Nuchdumrong, wicedyrektor Departamentu Ochrony Dzikiej Przyrody, twierdzi, że nie żyły od nie więcej niż dwóch dni. 
 

- Zszokowało nas to odkrycie - przyznaje Nuchdumrong. 
 

Narodziny i zgony tygrysów powinny być zgłaszane urzędnikom, jednak od wielu miesięcy żadne tygrysiątka nie zostały zgłoszone ani widziane na terenie świątyni - mówi Tuenjai Nuchdumrong, który stoi na czele biura ochrony w Departamencie Ochrony Dzikiej Przyrody. Nuchdumrong dodaje, że mnisi ze świątyni potajemnie zajmowali się rozrodem tygrysów, co w Tajlandii jest zabronione. 
 

W czwartek mnich Jakkrit Apisuthipangsakul - sekretarz opata - został aresztowany przy próbie opuszczenia świątyni. W jego samochodzie znaleziono dwie skóry tygrysie, 10 zębów  i tysiąc amuletów zawierających małe kawałki tygrysiej skóry - podał Tuenjai. Według Reutersa, zatrzymano również wspólników - dwoje wiernych i dwóch mnichów.  Postawiono im zarzuty posiadania produktów pochodzących z zagrożonych gatunków, co w świetle przepisów o dzikiej naturze jest w Tajlandii zabronione. Do piątku pięciu osobom władze postawiły zarzuty handlu dziką przyrodą - poinformował Adisorn. 
 

Te najnowsze wydarzenia rodzą pytania dotyczące tego, jak tygrysy traktowane są w świątyni, a aktywiści już twierdzą, że rząd nie działał wystarczająco szybko, by chronić tamtejsze zwierzęta. Choć tygrysy trzymane są przez klasztor i jego mnichów, zwierzęta de facto są własnością państwa, ponieważ kiedy w 2001 roku odkryto je w świątyni po raz pierwszy, mnisi nie mieli odpowiednich pozwoleń. 
 

Przedstawiciele rządu byli pod coraz większą presją, by zamknąć tę atrakcję turystyczną i przenieść stamtąd tygrysy. To nie było łatwe zadanie, częściowo ponieważ świątynia cieszy się dużą popularnością wśród turystów, a częściowo, ponieważ prawna interwencja na terenie świątyni byłaby delikatną sprawą w pobożnym buddyjskim społeczeństwie.  
 

Adisorn stwierdził, że mnisi utrudniali wysiłki Departamentu Ochrony Dzikiej Przyrody, który chciał chronić, a ostatnio również złapać tygrysy. Zapowiedział, że plan rządu na ten tydzień będzie polegał na usuwaniu tygrysów w partiach 30-40 osobników każdej nocy, aż wszystkie zwierzęta zostaną przeniesione do ośrodków przygotowanych przez rząd. Jednak w poniedziałek udało się przechwycić jedynie osiem tygrysów, ponieważ pracownicy świątyni wypuścili kilkanaście tygrysów tam, gdzie nadal obecni byli turyści - twierdzi Suppakorn Patumrattanathan, który prowadzi w departamencie dywizję zdrowia. 
 

Nikt nie został ranny, ale Departament Ochrony Dzikiej Przyrody złożył w tej sprawie skargę do sądu - wypuszczając tygrysy, pracownicy świątyni chcieli skrzywdzić przedstawicieli rządu i narazili na niebezpieczeństwo zwiedzających.
 

Pracownicy świątyni wypuścili tygrysy z klatek również w innych miejscach kompleksu, co utrudniło wysiłki mające na celu zabranie zwierząt - twierdzą urzędnicy. Jednak w czwartek pod koniec dnia 102 tygrysy zostały przeniesione do ośrodków rządowych. Operacja miała zakończyć się w sobotę. 
 

Zagmatwana opowieść
 

Historia ze świątynią rozpoczęła się w 2001 roku, kiedy tajlandzki Departament  Ochrony Dzikiej Przyrody odkrył na jej terenie siedem tygrysów. Opat i przywódca duchowy świątyni, Phra Acham Phoosit (Chan) Kantitharo, nie miał odpowiednich pozwoleń na trzymanie zwierząt tego zagrożonego gatunku, więc „przejęliśmy prawo własności tych zwierząt” - powiedział Adisorn. 
 

Jednak w tym momencie departament nie dysponował odpowiednimi ośrodkami ani zapleczem, by opiekować się tygrysami. Pozwolono więc, by tygrysy zostały na terenie klasztoru - zakazano przy tym ich hodowli czy zarabianiu na zwierzętach. Mnisi zignorowali zakazy, a departament przymknął na ich zachowanie oko. Świątynia stało się dochodowym miejscem turystycznym, a w kwietniu 2015 roku populacja tygrysów liczyła już 147 osobników, według statystyk Departamentu Ochrony Dzikiej Przyrody. 
 

Później, w grudniu 2014 roku, trzy dorosłe samce zniknęły ze świątyni - a zwierzęta te posiadały mikrochipy i były zgłoszone w urzędzie. Trwające  w tej sprawie 16 miesięcy śledztwo prowadzone przez lokalną policję nie wyłoniło żadnych podejrzanych. 
 

Inne nierozstrzygnięte sprawy toczone przeciwko świątyni dotyczą bezprawnego posiadania sześciu niedźwiedzi himalajskich i 38 rzadkich dzioborożców i innych ptaków - zwierzęta schwytali przedstawiciele służb zajmujących się dziką przyrodą w dwóch oddzielnych nalotach wiosną 2015 roku. Dwa azjatyckie szakale złociste i dwa jeżozwierze malajskie, widziane na terenie świątyni podczas inspekcji, zaginęły zanim służby przyjechały, by odbić zwierzęta. 
 

Wszystkie te zwierzęta należą do zagrożonych gatunków chronionych tajlandzką ustawą o konserwacji i ochronie dzikiej przyrody oraz konwencją o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem (ang. Convention on International Trade in Endangered Species of Wild Fauna and Flora, CITES) - międzynarodowym układem regulującym ten handel, ratyfikowanym przez 182 państwa, w tym Tajlandię.
 

W styczniu National Geographic poinformował o tym, że trzy tygrysy, które zniknęły ze świątyni miały rzekomo zostać zabite i wywiezione w środku nocy. W międzyczasie w innym raporcie przygotowanym przez australijską organizację non-profit Cee4life pojawiły się doniesienia o tym, że wiele tygrysów było przenoszonych do i ze świątyni od co najmniej 2004 roku.
 

Oba raporty zawierały relacje byłych pracowników świątyni i woluntariuszy na temat znikania młodych i dorosłych tygrysów. Materiały audio i wideo opublikowane razem z raportem Cee4life sugerowały, że opat klasztoru wiedział o handlu tygrysami na czarnym rynku, a możliwe, że nawet nim kierował.   
 

Sybelle Foxcroft, założycielka Cee4life, udokumentowała 281 tygrysów, które przebywały na terenie świątyni w latach 1999-2015 - czyli prawie dwa razy więcej niż tych 147 tygrysów znalezionych przez inspektorów rządowych w zeszłym roku. - Co się więc z nimi wszystkimi stało? - pyta Foxcroft. 
 

W wywiadzie udzielonym w grudniu zeszłego roku Jakkrit, sekretarz opata, przyznał, że świątynia uczestniczyła w międzynarodowej wymianie handlowej z farmą tygrysów w Laosie, która przekazała świątyni samicę w zamian za samca. Załącznik do raportu Cee4life, przedstawiony urzędnikom z Departamentu Ochrony Dzikiej Przyrody w maju, zawierał zarzuty innych nielegalnych działalności: sprzedaży, darowizny i międzynarodowego transportu części ciała świątynnych tygrysów. Zdaniem wielu, potwierdzeniem tych zarzutów może być aresztowanie Jakkrita w poprzedni czwartek. 
 

Informator z wewnątrz
 

Jednym z głównych źródeł w raportach Cee4life i National Geographic była osoba z wewnątrz, która do tej pory chciała pozostać anonimowa w obawie o swoje bezpieczeństwo. Jednak w zeszłym tygodniu ujawniła swoją tożsamość - to Soochaphong Boonserm, były radca prawny pro bono w Świątyni Tygrysów. Powiedział, że wystąpił, by „powiedzieć prawdę, by chronić inne tygrysy i siebie samego”. 
 

W wywiadzie dla Bangkok Post Soochaphong  Boonserm utrzymywał, że opat świątyni wykorzystywał środki zebrane przez dotacje i opłaty turystów na budowanie świątyń tygrysich w Niemczech, Czechach i Australii. Soochaphong podkreślał fakt, że nikomu ze świątyni lokalna policja nie przedstawiła zarzutów w związku z trzema zaginionymi tygrysami. 
 

W międzyczasie świątynia pozwała prawnika zarzucając mu naruszenie etyki zawodowej i domagając się odebrania mu uprawnień. Soochaphong twierdzi, że znajduje się teraz w takim niebezpieczeństwie, że co kilka dni musi zmieniać miejsce pobytu. 
 

Odkrycie dokonane przez reportera śledczego Andrew Marshalla i opublikowane w Sydney Morning Herlald może zawierać wskazówkę, dlaczego śledztwo tak się ciągnęło. W 2010 roku Marshall dowiedział się, że świątynia ofiarowała 700 tysięcy bahtów (wówczas równowartość 23 490 dolarów) tajlandzkiej policji i żołnierzom. Były porucznik z policji w Kanchanaburi, Supitpong Pakjarung, jest teraz zastępcą prezesa w fundacji Tiger Temple Foundation i kieruje nowym podmiotem Tiger Temple Company Ltd. - założonym przez klasztor w ramach planu budowy ogrodu zoologicznego. 
 

Krytyczna sytuacja tygrysów
 

Kwestie związane z dobrostanem zwierząt w związku z wydarzeniami w świątyni tygrysów poruszane są w momencie, kiedy wszystkie dzikie tygrysy, bez względu na obszar występowania, są zagrożone wyginięciem.
 

Dyrektor regionalny w Azji organizacji International Fund for Animal Welfare, Grace Gabriel, podał, że na farmach handlowych w Chinach hoduje się 6 tysięcy tygrysów, by sprzedawać ich części ciała. W Tajlandii populacja tygrysów żyjących w niewoli jest drugą największą na świecie - liczy około tysiąc kotów. 
 

Tygrysy dorastające w niewoli dostają się do międzynarodowego nielegalnego handlu, by zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na wyroby z tygrysów, głównie w Chinach - największym zainteresowaniem cieszą się ich skóry używane jako luksusowa dekoracja wnętrz, a także kości będące składnikiem kosztownych win z kości tygrysa. Ten ekskluzywny rynek sprawia, że każdy żyjący tygrys jest wart niezwykle dużo pieniędzy. Od początku 2016 roku w Indiach zabito więcej tygrysów, niż przez całe 12 miesięcy we wszystkich ostatnich 15 latach. Globalna populacja pięciu pozostałych podgatunków tygrysa żyjących w dzikich warunkach wynosi dzisiaj mniej niż 4 tysiące. 
 

Wymierzona w świątynię akcja rządu tajlandzkiego niekoniecznie oznacza, że świątynia przestanie zarabiać na turystyce. W kwietniu departament ochrony dzikiej przyrody przyznał 5-letnią licencję na prowadzenie ogrodu zoologicznego nowopowstałej spółce Tiger Temple Company Ltd. - którą świątynia powołała do życia w zeszłym roku.     
 

Zasadność decyzji o przyznaniu licencji na zoo podmiotowi związanemu z zarzutami nielegalnego handlu dzikimi zwierzętami jest powszechnie kwestionowana. Zdaniem Tuenjai z Departamentu Ochrony Dzikiej Przyrody, nie ma jednak podstaw prawnych do odrzucenia wniosku spółki - nikt z nowopowstałej firmy nie został skazany za poważne przestępstwo. 
 

Licencja oznacza, że spółka Tiger Temple Company na publicznej aukcji  mogłaby odkupić nawet do 50 przechwyconych tygrysów pod warunkiem, że zapowiadane zoo warte 3,4 miliony dolarów zostanie kiedyś ukończone. Dzięki pozwoleniu nowa spółka będzie mogła również legalnie hodować tygrysy. 
 

Jest jeszcze jedno możliwe zakończenie dla tej historii. 137 tygrysów, plus 10, które rząd uwolnił ze świątyni wcześniej w tym roku, do końca życia mogłoby żyć poza świątynią w dużym rezerwacie sfinansowanym i zbudowanym przez Four Paws na terenie wydzierżawionym od rządu. Four Paws to organizacja z siedzibą w Wiedniu, która stworzyła rezerwaty dla dzikich zwierząt w Republice Południowej Afryki, Jordanii, Niemczech i innych krajach, razem ze szpitalami dla dzikich zwierząt i ośrodkami edukacji. 
 

Od początku czerwca grupa przedstawicieli Four Paws, nowojorskie Wildlife Conservation Society, inne organizacje typu non-profit, a także uczeni i przedstawiciele kilku tajlandzkich agencji rządowych, dyskutują nad proponowanym ośrodkiem, który pomieściłby 200 dużych kotów. Pomysł zrodził się w marcu jako inicjatywa ambasadora Austrii Enna Drofenika i ministra ochrony środowiska Tajlandii generała Surasaka Karnjanarata. 
 

- To długofalowe rozwiązanie dużego problemu w Tajlandii - twierdzi Amir Khalil, weterynarz i kierownik projektu w Four Paws. - Wiele tygrysów przebywających w niewoli żyje w złych warunkach - jest więc zapotrzebowanie na schronisko dla dużych kotów.
 

Projekt zoo
 

Świątynny plan ogrodu zoologicznego zakłada utworzenie 10-arowego ośrodka zaraz obok terenów świątyni. Według Tuenjai, odwiedzający będą mogli sobie  tam robić zdjęcia z tygrysiątkami. Foxcroft z Cee4life uważa, że to oznacza, iż tygrysiątka zostaną odebrane matkom zaraz po urodzeniu i od małego będą się nimi opiekować ludzie. W naturalnych warunkach mama tygrysica opiekuje się swoimi małymi przez okres około dwóch lat. 
 

Jednak zdaniem Edwina Wieka, szefa organizacji non-profit Wildlife Friends Foundation Thailand, większe obawy budzi fakt, że dzięki pozwoleniu na prowadzenie zoo, ludzie odpowiedzialni za operacje przeprowadzane w Świątyni Tygrysów będą mogli na nowo prowadzić hodowlę tygrysów pomimo toczącego się śledztwa w sprawie przemytu dzikich zwierząt. 
 

W liście adresowanym do urzędników Departamentu Ochrony Dzikiej Przyrody 14 organizacji sprzeciwia się planom utworzenia zoo przez świątynię i prosi urzędników o to, by „dogłębne zbadali długą historię świątyni tygrysów związaną z nielegalnym nabywaniem i handlowaniem chronionymi gatunkami dzikich zwierząt; wywarli presję na służby w celu zatrzymania i skazania winnych; stosowali się do zobowiązań CITES, międzynarodowego układu aprobowanego przez Tajlandię - a także by odebrali wydane pozwolenie”. 
 

Urzędnicy twierdzą, że jeżeli ktokolwiek bezpośrednio związany z Tiger Temple Company zostanie skazany za nielegalny handel dziką naturą, nowowydane pozwolenie zostanie odebrane. 
 

Od lat Tajlandia słynie z bycia głównym ośrodkiem dla nielegalnego przemytu dzikiej przyrody, a od niedawna znajduje się też pod obserwacją z powodu handlu kością słoniową. Kary za przemyt dzikiej przyrody są w Tajlandii stosunkowo łagodne w porównaniu z innymi krajami: potencjalne cztery lata pozbawienia wolności, grzywna 40 tysięcy bahtów ( około 1100 dolarów), albo oba na raz. - Prawo w Tajlandii jest teraz analizowane pod kątem zmian, rozważamy nakładanie ostrzejszych kar - twierdzi Tuenjai. 
 

Jak informuje Debbie Banks, znawca tygrysów dla londyńskiej organizacji Environmental Investigation Agency, świątynia tygrysów nie jest jedynym ośrodkiem w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie trzymane w niewoli tygrysy mogą być związane z nielegalnym handlem. 
 

- Choć Tajlandia wykazuje inicjatywę w nalocie na Świątynię tygrysów, zachęcamy rządy państw z Azji Południowo-Wschodniej o pilne sprawdzenie, jakie ośrodki mają pozwolenie na trzymanie i hodowanie tygrysów - podkreśla Banks.  
 

Opór świątyni
 

Adisorn twierdzi, że jego agencja próbuje odzyskać świątynne tygrysy od 15 miesięcy, odkąd służby weszły na teren świątyni w poszukiwaniu trzech zaginionych osobników - Dao Nua, Facram 3 i Happy 2 - w kwietniu 2015 roku. 
 

Somchai Visasmongkolchai, weterynarz przez wiele lat pracujący dla świątyni, odszedł z pracy, zawiadomił policję o zniknięciu tygrysów i przekazał służbom mikrochipy, które zwierzętom zostały wyciągnięte. Śledczy potwierdzili, że zwierzęta rzeczywiście zaginęły, a w zamrażalniku znaleźli ciało innego tygrysa. Departament Ochrony Dzikiej Przyrody ogłosił wtedy, że skonfiskuje wszystkie tygrysy przebywające na terenie świątyni. 
 

Od tamtej pory opat klasztoru walczył, w sądzie i w świątyni, by tygrysy pozostały u mnichów. Bezskutecznie pozwał departament ochrony dzikiej przyrody, domagając się zapłaty za koszty opieki nad wyhodowanymi tygrysami - choć mnichom zakazano hodowli - a opłaty obliczył na 4,1 milionów dolarów. Adisorn twierdzi, że opat kilkakrotnie zamykał drzwi świątyni przez służbami, gdy te przyjeżdżały po tygrysy.  
 

Kiedy Departament Ochrony Dzikiej Przyrody w zeszłym roku miał odebrać klasztorowi sześć niedźwiedzi himalajskich, opat zgromadził mnichów i okolicznych mieszkańców, by zablokowali bramę wjazdową do klasztoru. Urzędnicy musieli prosić o pomoc setki policjantów i żołnierzy - a niedźwiedzie ostatecznie wyciągnięte zostały dźwigiem przez płot. 
 

Podobne zamieszanie wybuchło, kiedy urzędnicy odbierali z klasztoru dzioborożce i inne zagrożone gatunki ptaków. Materiał wideo, który ukazał się w tajskiej telewizji, ukazuje opata rozwalającego drewnianą klatkę pełną bilbili zbroczonych. Niektórym udało się odlecieć, a jeden został na ziemi bez ruchu, zdezorientowany tym przykrym doświadczeniem. 
 

Adisorn jest zdania, że Departament Ochrony Dzikiej Przyrody cierpliwie starał się negocjować z opatem, ale ten nie chciał współpracować, a usunięcie tygrysów ostatecznie wymagało nakazu sądowego. 
 

Nie wiadomo, jak zakończy się ta historia. Jak powiedział weterynarz z Four Paws Amir Khalil: „to nie koniec perypetii związanych ze Świątynią Tygrysów”.
 

Tekst: Sharon Guynup

Źródło: National Geographic News
 

Sharon Guynup pisze o dzikiej przyrodzie i ochronie środowiska i jest współautorem publikacji Tigers Forever: Saving the World’s Most Endangered Big Cat.  Jest członkinią Woodrow Wilson International Center for Scholars.