Co zrobić, by chcieli znaleźć się w naszym obiektywie? Czy w dwa tygodnie można nauczyć się robić dobre zdjęcia? I jak zachować się gdy znajdziemy się na… buddyjskim weselu? O tym Marcin Dobas – fotograf National Geographic, prowadzący warsztaty fotograficzne między innymi w Indiach i Nepalu.

Co mógłbyś poradzić tym, którzy zaczynają swoją przygodę z fotografią?
 
Zawsze gdy wybieramy się do kraju o odmiennej kulturze, religii czy języku, jesteśmy tam gośćmi, więc powinniśmy zachowywać się jak na gości przystało. Nie możemy dopuścić do tego, by ludzie, których fotografujemy poczuli się  – przepraszam za wyrażenie  –  jak małpy w zoo. Dlatego stawiam na kontakt osobisty. Uśmiech, słowo w miejscowym języku, wykazanie się znajomością obyczaju. Takie drobne gesty potrafią zdziałać naprawdę wiele, ludzie są gotowi się przed nami otworzyć i pozwolić nam na więcej.
 
Która z takich sytuacji najbardziej zapadła Ci w pamięci?
 
Jest ich naprawdę sporo. Kiedyś prowadziłem warsztat fotograficzny w Nepalu. Udało nam się dostać na buddyjską ceremonię zaślubin. Z początku trzymaliśmy się z boku i dyskretnie staraliśmy się robić zdjęcia bawiącym się gościom. Wkrótce jednak wszyscy dali nam do zrozumienia żebyśmy poczuli się swobodniej. Zaczęli pozować do obiektywu, w pełni akceptując naszą obecność. Następnego dnia dostaliśmy wiadomość od nowożeńców, którzy w ramach podziękowania za sesję zdjęciową na weselu, zaprosili nas na kolację, w swoim prywatnym domu. Oczywiście takie sytuacje możliwe są tylko gdy fotografujemy solo lub jesteśmy w niewielkiej grupie.
 
Powinno się w takim razie unikać większych, zorganizowanych wycieczek?
 
Absolutnie. Wielkie grupy turystów często wzbudzają niechęć okolicznych mieszkańców, w najlepszym razie są przez nich ignorowane. Ponadto, w ciągłym pośpiechu między jedną atrakcją turystyczną, a drugą trudno zrobić dobre zdjęcia.
Z kolei małym grupom, udaje się nawiązać kontakt z tubylcami. Przy odpowiednim podejściu i za ich zgodą, możemy wejść na chwilę w ich życie z aparatem. To wtedy powstają najlepsze ujęcia.
 
Czego można nauczyć się na prowadzonych przez Ciebie warsztatach?
 
Wszystko uzależnione jest od umiejętności fotografującego. Jedziemy oczywiście w małej grupie, więc znajduję czas dla każdego uczestnika wyprawy. Podstawą jest oszacowanie umiejętności i zwrócenie uwagi na popełniane błędy. Dopiero wtedy możemy skupić się na rozwijaniu warsztatu tak, aby uczestnik osiągnął znaczący progres.
 
A co jeśli chciałbym pojechać, a nie mam bladego pojęcia o fotografii?
 
Jesteśmy w stanie dostosować się naprawdę do każdego. Dwa lata temu w warsztatach brała udział dziewczyna, której doświadczenia z fotografią praktycznie ograniczały się do pstrykania zdjęć smartfonem. Na początku popełniała masę błędów, ale z każdym dniem uczyła się czegoś nowego, robiła postępy. Pod koniec wyprawy robiła naprawdę porządne zdjęcia.
 
Gdzie odbędzie się Twój kolejny warsztat?
 
Wybieram się na Festiwal Hola Mohalla w indyjskiej części Himalajów. To święto Nihangów – wojowniczego zakonu Sikhów. Charakteryzują się swoim zamiłowaniem do zróżnicowanej, nieraz bardzo wymyślnej broni i turbanami ogromnych rozmiarów. Co roku prezentują swoje umiejętności podczas spektakularnych pokazów walk. Sądzę, że znajdziemy tam mnóstwo okazji do zrobienia doskonałych zdjęć, zwłaszcza portretów i fotoreportażu.
 
Marcin Dobas –  fotograf National Geographic. Jego zdjęcia publikowane są w przewodnikach, na festiwalach podróżniczych i w prasie branżowej: “Foto”, “Digital cemera Polska”.  Laureat min. “European Wildlife Photographer of the Year” i “Grand Press Photo”. Autor książki “Fotowyprawy, czyli 9 opowieści o fotografii”. Od 2012 roku prowadzi warsztaty fotograficzne m.in. w Indiach, Nepalu i na Islandii. Prywatnie podróżnik, płetwonurek i ratownik GOPR.