Meduzy pojawiły się na naszej planecie około 580 lat temu, jednak dopiero w ostatnim okresie działalność człowieka przyczyniła się do wyraźnego i groźnego zwiększenia ich populacji.

Naukowcy przewidują, że meduzy mogą przejąć kontrolę nad podwodnym życiem oceanów, gdyż pogłębiające się globalne ocieplanie klimatu, związane również ze wzrostem temperatury wody, może sprzyjać nadmiernemu rozrodowi bezkręgowców. Sprzyja temu także nie kontrolowana eksploatacja miejsc połowu ryb oraz inne ludzkie ingerencje na terenach wodnych, zmniejszające ilości ryb, które są przecież największym konkurentem do wspólnego z bezkręgowcami pokarmu – planktonu. A trzeba pamiętać o tym, że niektóre gatunki meduz, występujące w Morzu Śródziemnym, morzach południowo-wschodniej Azji, w Zatoce Meksykańskiej, Morzu Północnym czy Czarnym, powodują poważne poparzenia. Najbardziej niebezpieczna jest Aretuza, zwana również „żeglarzem portugalskim”. Ta intrygująca nazwa została jej nadana ze względu na posiadany przez nią naturalny pęcherz powietrzny, który pełni funkcje „żagla”. Wprawdzie mierzy ona zaledwie 20-30 cm, ale jej macki osiągają długość do 30 metrów! Specjaliści ostrzegają, że poparzenia spowodowane przez nią mogą wywołać tachykardię, czyli przyspieszenie pracy serca, a także skurcze mięśni i trudności z oddychaniem. Nieszczęśnicy poparzeni przez tego galaretowatego stwora w 30 do 50 procent trafiają do szpitala, a uczulenie na jego jad może doprowadzić nawet do zatrzymania pracy serca i śmierci. Nie chcemy wzbudzać paniki, ale należy wiedzieć, że wiosną tego roku dotarła ona do Morza Śródziemnego, na Lazurowe Wybrzeże i do Hiszpanii. Tekst: Agnieszka Budo