67-letni Olek od października jest na Oceanie Atlantycki. To już jego druga samotna wyprawa kajakiem. Do celu, czyli brzegów Florydy, pozostało jeszcze blisko 700 mil morskich, a warunki są bardzo niebezpieczne

O bohaterskiej wyprawie Aleksandra Doby, który zamiast spokojnego odpoczynku na emeryturze, wybrał wymagającą wyprawę, pisaliśmy już nie raz. To nie pierwszy taki wyczyn na jego koncie. W 2011 roku Aleksander Doba jako pierwszy człowiek samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki. Szybko jednak zrozumiał, że jeden raz to za mało. 5 października Olek wypłynął z Lizbony. Od blisko 4 miesięcy przebywa na oceanie. Każdego dnia, kiedy siły natury nie zakłócają planu, Doba pokonuje około 40 mil. Ocean Atlantycki jest jednak pełen niespodzianek, zdarzają się dni bardzo pomyślne, kiedy dzięki prądom i wiatrom można pokonać nawet 80 mil, ale również takie, kiedy trzeba walczyć o życie. Ostatnie dni niestety nie napawają optymizmem. I choć do celu zostało już niewiele (planowo u brzegów Florydy powinien się pojawić ok. 10-20 lutego) to silne wiatry i prądy zawracają go w stronę Afryki.

Dzięki włączanemu co drugi dzień lokalizatorowi można śledzić postępy rejsu
Niestety, już od kilku dni silne, przeciwne wiatry wstrzymują Olka. Teraz wieje umiarkowany wiatr z zachodu, ale na tyle silny, że nie pozwala płynąć w stronę celu. Dlatego Olek płynie na południe, aby choć częściowo zmniejszyć uderzenie sztormu z wiatrami SW, który ogarnie duży obszar oceanu we wtorek i środę - czytamy na oficjalnej stronie Aleksandra Doby. Skontaktowaliśmy się z Piotrem Chmielińskim - kajakarz, opiekun wyprawy, ale przede wszystkim przyjaciel Doby - który jest wyraźnie zaniepokojony trudnymi warunkami. - Martwię się o niego. Proszę wszystkich o trzymanie kciuków. Teraz już nie jest ważne to, dokąd Olkowi uda się dotrzeć, ważne, by dobił do brzegu - powiedział nam w rozmowie telefonicznej i dodał, że Doba będzie musiał zmienić kurs, ponieważ silne prądy i wiatry zepchnęły kajak z wyznaczonej trasy. 
- To już druga wyprawa Olka, którą zorganizował właściwie za własne pieniądze, poza kajakiem, którego sponsorem jest Andrzej Armiński, główny strateg wyprawy. To w jego stoczni “Projektowanie i Budowa Jachtów” wybudowano kajak “OLO”, którym płynie Olek - mówi Piotr Chmieliński. - Udało mi się go jedynie namówić na to, bym mógł mu wykupić członkowstwo w Global Rescue (organizacja zajmujaca sie służbami ratowniczymi i reagowaniem kryzysowym). Dzięki temu, Daniel Richards - właściciel Global Rescue - jest przygotowany na to, by w razie czego, udzielic pomocy Olkowi. Wiem, że do ostatniej chwili będzie walczył i nie użyje sygnału SOS, przynajmniej nie do momentu, kiedy ma pożywienie - dodaje Chmieliński. Udało nam się dowiedzieć, że w tej chwili Aleksander Doba ma zapas jedzenia jeszcze na cztery tygodnie, jeśli zacznie jeść bardziej oszczędnie, może wystarczyć na sześć tygodni. Cały czas trzymamy kciuki, by udało się dotrzeć bezpiecznie i w całości na brzeg! Przeczytaj inne artykuły na temat wyprawy: Kajakiem przez Atlantyk Aleksander Doba Pokona 9 tys. kilometrów kajakiem Tutaj można śledzić na żywo, gdzie obecnie jest Aleksander Doba. Przeczytaj wywiad z pierwszym człowiekiem, który samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki przy użyciu siły mięśni. Tutaj możesz znaleźć książkę Aleksandra Doby, a jej zakup wspomoże wyprawę.